Ten wpis będzie konkretny o tyle, że codzienne poszukiwania, dociekania, analizy i testowania w końcu zaczynają przynosić ciekawe rezultaty. Tak jak w przypadku wpisu o AdSense i zarobieniu kilku złotych byłem mega podekscytowany (jak to początkujący), tak teraz również jestem bardzo zadowolony.

W skrócie chodzi o to, że poszukiwania w Internecie konkretów przypominają poszukiwanie igły w stogu siana. Owszem, jest dużo treści, ale nic z tego nie wynika, albo może i coś wynika, ale początkująca, a już na pewno nietechniczna osoba, ma marne szanse żeby się w tym odnaleźć.

Wczoraj byłem rozżalony, dziś jestem podbudowany. Podczas niekończących się peregrynacji internetowych zapisuję sobie linki w windowsowym Notatniku. Zebrało się już tego sporo, a ja chodzę dalej i pomału zaczynam zapominać, co tam sobie zapisywałem. Jednak jakiś ogólny zarys jest i to jest ok.

Wiem co należy robić, żeby móc zarabiać w "Internetach". Wszędzie o tym poczytacie. Trzeba mieć stronę (np. bloga) z unikalną, dobrą jakościowo treścią. Trzeba ją pozycjonować (stronę, nie treść :-P), żeby zaczął się na niej gromadzić ruch z wyszukiwarek. Trzeba umieć ten ruch zmonetyzować, czyli zadbać o to, aby odwiedzający coś od nas kupili, albo klikali w reklamy. Proste, prawda? W teorii. Spróbujcie to teraz skonkretyzować, tzn. zróbcie stronę, róbcie regularnie wpisy o czymś, a nie o niczym. Wypozycjonujcie się wysoko (najlepiej 3 pierwsze miejsca na jakieś dobre frazy) w Google, zaproponujcie odwiedzającym kupno jakiegoś super-hiper ebooka, który sami napisaliście, et voilà - kasa spływa na Wasze konto.

Koniec pisania tego bloga, wpłaćcie na moje konto bankowe 99 zł za oświecenie Was...

Tak, wiem, to tak nie działa. Na dodatek działa tak, że mogę tu zrobić 100 wpisów takich jak dotychczasowe i nic nie zarobię. A wystarczy, że w końcu dojdę do tego jak robić pieniądze, wdrożę takie spadające okienko (popup) w którym napiszę "Za jedyne 479 PLN dam Ci do ręki zarabiającą maszynę, pokażę w prostych krokach jak ją skonfigurować i gwarantuję, że w ciągu miesiąca zaczniesz zarabiać konkretne pieniądze, tak jak ja" i jestem pewien, że jeśli poprę to zrzutami ekranu z wypłatami na moje dane, to ktoś to kupi. Tym bardziej jeżeli udostępnię np. płatność ratalną PayU 0%.

No dobrze, to teraz co mnie wprawiło w taki dobry nastrój. Chodzę po polskich stronach, nikt nie chce mnie poprowadzić za rączkę. Męczę się. W jednym z programów afiliacyjnych na pytanie, czy ktoś mi pomoże, bo jestem początkujący i nie ogarniam, dostałem odpowiedź, czy czytałem oficjalne poradniki. Od razu zrozumiałem, że nikt mi nie pomoże. Tak, czytałem poradniki nie tylko tam. Poradniki są takie rozwlekłe, napakowane informacjami, że początkujący nic z tego nie kuma. Zrób to, spróbuj to, przeczytaj tamto, doedukuj się, obserwuj, podpatruj, rozwijaj się. Okay, rozwijam się w tempie przyklejonego do podłogi żółwia. Ale jak się rozwinę, oby, to poradzę sobie przy pomocy takich narzędzi i programów, w których ktoś miał czas żeby mi pokazać co i jak. Na konkretnym przykładzie.

Tak więc zniechęcony poszukiwaniami w polskiej części Internetu (choć znalazłem parę perełek) nagle doznałem oświecenia! Przecież wszystko co innowacyjne (no, prawie wszystko) przychodzi do nas z USA. Zatem zacząłem czytać amerykańskie blogi. Nie mam jeszcze wyrobionego zdania na ich temat, może po prostu miałem szczęście, może ta wiedza sącząca się cienkim strumykiem dzień w dzień akurat "kliknęła" w tym momencie, ale bezspornym jest fakt, że trafiłem na darmowe narzędzie, dzięki któremu można fajnie ustawić landing page we własnej domenie, zebrać leada, mieć dostęp do statystyk tego faktu, udostępnić klientowi coś w zamian.

Na pewno ktoś obeznany w temacie pomyśli, że to banalne i, nomen omen, Ameryki nie odkryłem, ale dla mnie to jest wielki sukces. Po pierwsze dlatego, że nie potrafiłem dotąd stworzyć sensownego landing page'a, a tu mam kilka darmowych szablonów, które można bardzo szybko dostroić do własnych potrzeb. Tzn. szybko zmienić tekst, dodać jakieś tła i już mamy inny landing niż standardowy.

Ale co najważniejsze taki landing ma oczywiście formularz do przechwycenia maila odwiedzającego w zamian za oferowanie mu jakiejś treści, np. darmowego ebooka. Przetestowałem, email klienta ląduje na mojej liście :-) Potem następuje przekierowanie do strony z podziękowaniem, na której umieszczam link do darmowej treści i wszyscy są zadowoleni. A jak dowiedziałem się z Internetu, najlepiej konwertują, o dziwo, oferty rozsyłane właśnie mailingiem. Czyli zbieram maile ludzi chcących pobrać coś za darmo, potem wysyłam im co jakiś sensowny czas nienachalne oferty sprzedażowe i im większa lista, tym większe prawdopodobieństwo, że ktoś coś kupi. Kiedyś w darmowym ebooku pobranym z jednego z blogów przeczytałem świetną informację (dlatego pobieram dużo takich treści) o tym co trzeba zrobić, żeby na pewno zarobić pewną ilość pieniędzy. To było jedno zdanie poparte badaniami rynku. Nie mogłem uwierzyć, że "tylko" to należy zrobić i jest się pewnym efektu, wow.

Oczywiście jeśli tylko osiągnę poziom, dzięki któremu będę zarabiał godziwe pieniądze w sieci, to może stworzę ofertę dla osób, które będą chciały czerpać zyski z takiej formy pracy. Wówczas ustawię cenę odpowiednią do przekazywanej wiedzy, a nie pseudo zniżkę z 7000 zł na 2 zł, i kto będzie zainteresowany to wszystko powiem, pokażę i poprowadzę za rączkę. Tak jak sam chciałbym być poprowadzony.

Wracając do kolejnych działań, mogę się teraz pokusić o poszukanie czegoś do wygenerowania np. własnego content-lockera. Są wprawdzie różne lockery w programach afiliacyjnych, ale znów jak dla mnie niejasno opisane jest ich działanie, nigdy nic mi nie wychodzi. Poza tym jak spróbuję stworzyć własny locker, to mogę się szarpnąć na zrobienie własnej mini-afiliacji. Nie będę żadną konkurencją dla dużych zawodników na tym rynku, a mogę zgromadzić niewielkie grono zainteresowanych, zaproponować dobre stawki i w ten sposób obie strony będą zadowolone. W końcu te próby z własnymi rozwiązaniami mogą też zaowocować zrozumieniem tych oferowanych przez kogoś innego. Takie gdybanie, ale trzeba próbować, teoretyzować też, widzę że zainteresowanie tematem profituje. Póki co nic spektakularnego, ale i tak jestem zadowolony.

Od teraz będę szlifował zakładanie landingów, wezmę się za ich promocję i spróbuję zebrać jakieś leady. Bardzo ważna obserwacja: dobrze, że prowadzę tego bloga. Właśnie dopisałem się do jakiegoś amerykańskiego programu afiliacyjnego i wymogiem było podanie własnej strony. Ponadto trzeba było pokazać zrzuty ekranu z dotychczasowych internetowych zarobków. Na szczęście kiedyś zarobiłem co nieco na prowadzeniu fejsbukowego fanpage'a i mogłem dołączyć screeny. Tak więc prowadzenie bloga, jakkolwiek nie profituje obecnie w ogóle pod kątem finansowym (nie licząc kilku złotych z AdSense), to służy w inny, równie ważny sposób.

Działam zatem dalej, z nowymi siłami, podbudowany tym, co udaje mi się osiągać.