Dzisiejszy wpis będzie przedsmakiem tego, jak można konkretnie podejść do przedstawienia potencjalnemu klientowi korzyści, jakie będzie miał z zakupu naszego produktu.

Czytając różne blogi, fora, mailingi, ebooki i inne materiały na temat zarabiania w Internecie odnoszę nieodparte wrażenie, że gros z nich to lanie wody i obchodzenie sprawy dookoła. Tak aby napisać jak najwięcej, ale żeby nie wynikało z tego nic, co mogłoby potencjalnego zainteresowanego uczynić faktycznym zarabiającym.

W takich właśnie kategoriach traktuję ten blog, o czym zresztą lojalnie napisałem w jednym z poprzednich artykułów i o czym informuję również na podstronie "O mnie". Blog jest rodzajem dziennika pracy. Piszę o swoich odkryciach, przemyśleniach, działaniach.

Na tym blogu niczego konkretnego nie sprzedaję, żadnego własnego produktu. Nie mam go póki co, a nawet jak go będę miał, to będzie tu przekierowanie do konkretnego bloga, albo jakiegoś landing page'a z opisem oferty.

Tematy opisywane na różnych blogach to jedno, ale drugie to produkty na nich sprzedawane. Nie mam o nich dobrego zdania. Ani o tekstach, ani o kupnych materiałach. Są wyjątki, ale generalnie teksty są strasznie rozwlekłe, a jak już kupię coś co ma mi pokazać jak mam zarabiać dzięki Internetowi, to prawie zawsze jest to nieprzemyślany zbiór zaleceń typu przeczytaj i radź sobie sam.

Jak mnie to irytuje. Za każdym razem daję się nabrać. Wpierw wodolejstwo, w mailingu to już na potęgę, jestem zmęczony, przechodzę do oferty, która oczywiście wszystko pokazuje w takim świetle, że tylko kupować, no i po kupieniu okazuje się, że równie dobrze mogłem te pieniądze zostawić w portfelu. Kręcę się w kółko i nic z tego nie wynika.

Czytam, że jakaś oferta powinna kosztować 6930 zł, ale właśnie jest promocja i za jedyne 29 zł mogę ją mieć, jeśli tylko zdecyduję się w ciągu 5 minut. Widzieliście kiedyś promocję np. na rower elektryczny, który kosztuje normalnie 6930 zł, ale teraz właśnie macie jedyną i niepowtarzalną okazję nabyć go za 29 zł? No właśnie.

Wszelkie te programy powinny kosztować w porywach 7 zł, ale kosztują 29, a na pewno nigdy nie kosztowały prawie 7 tysięcy, a jeśli nawet to nikt nigdy za taką kwotę ich nie kupił. Promujący je ludzie zarabiają na ich sprzedaży, ale nie nauczysz się z nich jak zarabiać konkretne pieniądze. Pomyślmy logicznie (wreszcie włączam logiczne myślenie): jeśli miałbyś patent na zarabianie w Internecie, nie wiem, 7000 zł na miesiąc, to sprzedawałbyś tę wiedzę za 29 zł?

NO WAY! Ja osobiście musiałbym się mocno zastanowić, czy w ogóle taką wiedzę udostępniać komukolwiek, nawet za cenę 20 000 zł. Przede wszystkim szkoliłbym swoją własną konkurencję. No, ok, może taki ktoś działałby w swojej niszy, ale pewnie w poszukiwaniu większych przychodów mógłby sprzedawać z czasem własne poradniki i multum ludzi w końcu zaczęłoby zajmować także moje nisze.

Albo poradniki jak zarabiać w Internecie sprzedawane za niewielkie pieniądze pokazują metody, o których wie już cały świat i można je sobie za darmo wyszukać, albo na pewno nie pokażą Ci jak zarobić 7 tys. zł na miesiąc. Zdaję sobie sprawę, że warto czasem zapłacić i 100 zł za informacje, które można znaleźć w Internecie, ale jeżeli wydatnie skrócą nam czas ogarniania się w temacie i naprawdę krok po kroku, jak dziecku, PO-KA-ŻĄ co trzeba zrobić od A do Z, po sznureczku.

Niestety większość poradników coś opisuje, jakieś obrazki pokazuje, robisz, próbujesz, nie jesteś przecież głupi, ale w pewnym momencie i tak stwierdzasz, że nie wiesz jak przejść całą tę ścieżkę, a maile do sprzedawcy doczekują się takich odpowiedzi, że i tak nie ruszasz z miejsca.

Bo jakbyś miał ruszyć z miejsca i przejść całą ścieżkę tak, jak powinno się to zrobić, to nie potrzebowałbyś żadnych maili do sprzedawcy. Poradniki muszą być jasne, przejrzyste, robione na żywych przykładach, najlepiej na zrzutach ekranu, albo w formie filmików. Muszą być też ograniczone tylko i wyłącznie do tego, co faktycznie jest potrzebne. Nie może być w nich niczego z wszędobylskiego wodolejstwa. Ten blog stanowi jaskrawy przykład wodolejstwa. Może ktoś lubi dla relaksu i z braku lepszych zajęć poczytać takiego bloga, ale na pewno niczego konkretnego na bazie tych opisów nie zrobi.

Dlatego że w założeniu ten blog ma zawierać dużo unikalnej treści na temat zarabiania w Internecie, marketingu internetowego, etc., żeby ściągnąć ruch organiczny, albo też aby możliwe było jego płatne wypromowanie. Bez treści nie ma bloga. Jeśli pojawi się tu wystarczająca ilość treści, będę mógł przekierować ruch z tego bloga (komu będzie się chciało to wszystko czytać?) do konkretnej oferty, do jakiegoś squeeze page'a, landing page'a, albo do bloga, którego każdy artykuł będzie esencją informacji dokładnie na temat. Krótkiej, celnej, świetnej jakościowo informacji, która spowoduje, że czytający będzie chciał skorzystać z tego, co mu proponuję.

Większość ofert w polskim Internecie kierowanych do osób zainteresowanych zarabianiem w sieci jest przekombinowana, rozmyta, niepotrzebnie rozbudowana, niezrozumiała! Wiele programów afiliacyjnych nie pokazuje nawet na żywym przykładzie jak wdrożyć choć jeden z ich licznych programów. Jest w tej kwestii wiele do zrobienia i, jak mawiał pewien kandydat na prezydenta, ja to zrobię. Tzn, może inaczej, postaram się to wykorzystać.

Jeśli wytrwałeś do tego momentu, to gratuluję samozaparcia, albo może mój styl Ci podchodzi, nie wiem. Jeżeli będziesz obserwował choćby pobieżnie tego bloga, to może okaże się to jedną z najlepszych rzeczy, jakie zrobiłeś w życiu. W końcu chcę, i Ty pewnie też, zacząć utrzymywać się z internetowej działalności.

Zapraszam zatem do kolejnych wpisów, zaglądaj tu sukcesywnie, razem damy radę :-)